Dwa weta prezydenta, zwane przez prezesa PiS błędem i incydentem, nie zatrzymają wcale tworzenia struktur znanych z powieści Franza Kafki. Ustawa o sądach powszechnych została przecież podpisana. Minister sprawiedliwości będzie miał wpływ na sędziów.
Kaczyński zapowiedział, że w najbliższej przyszłości zawłaszczy również służby specjalne. Prawdopodobnie przed nami kolejna zmiana kadrowa. PiS zatrudni nowych funkcjonariuszy, niekompetentnych, ale za to popierających „dobrą zmianę” i bez skrupułów. Na razie jeszcze służby zarządzane są tak, jakby była to policja polityczna służąca władzy. Będzie jednak jeszcze gorzej. Kierunek zmian jest już widoczny. Premier Beata Szydło nie wydała wytycznych co do działań Agencji Wywiadu oraz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W budżecie zaplanowano jednak 50 mln na odprawy dla funkcjonariuszy ABW. Kosztem ABW wzmacniane jest kadrowo CBA – zaufana służba Mariusza Kamińskiego. Co z tego wszystkiego wynika? Służby specjalne zamiast zajmować się zewnętrznym zagrożeniem skupią się na wewnętrznych wrogach, czyli obywatelach, którzy popierają opozycję, chodzą na protesty i sprzeciwiają się polityce Jarosława Kaczyńskiego. Na chwilę został na szczęście zawieszony pomysł stworzenia Ministerstwa Bezpieczeństwa Narodowego, które miałoby możliwość ingerowania w życie prywatne Polaków. Mimo braku takiego resortu Polacy i tak są już inwigilowani (np. podczas pokojowych demonstracji w lipcu przed Pałacem Prezydenckim oraz Sejmem). Nie bez powodu służby specjalne są oczkiem w głowie dla Prawa i Sprawiedliwości, a ten, kto nimi zarządza, prawdopodobnie cieszy się specjalnymi względami u prezesa. W istocie o służby, które będą inwigilować obywateli, walczy trzech ulubieńców Kaczyńskiego – Macierewicz, Błaszczak i Kamiński. Ten ostatni co prawda ma problemy z prawem, ale może spać spokojnie. Sąd Najwyższy – na wniosek Prokuratora Generalnego – właśnie zawiesił postępowanie, w którym SN miał orzec, czy proces Kamińskiego wróci na wokandę. Teraz los Kamińskiego jest w rękach Trybunału Konstytucyjnego, który jest zdominowany przez sędziów wybranych głosami posłów PiS. Kamiński nie musi się zatem obawiać, że stanie się Józefem K. i zmiażdży go machina PiS, ponieważ sam ją tworzy.
Na tym jednak nie koniec. Kaczyński w swoim „orędziu” zapowiedział, że czeka nas również „dekoncentracja mediów”, „reforma służby zagranicznej” oraz coraz większe uszczelnianie systemu podatkowego. Zważywszy na to, że firmy szykują już pierwsze pozwy w sprawie nieuczciwego wstrzymania zwrotu podatku VAT, co jest konsekwencją owego uszczelniania, liczba Józefów K. może się zwiększać w zawrotnym tempie. Pisowska machina będzie miażdżyć kolejnych obywateli. Niestety nie będą oni mieli żadnych szans z państwem, w którym prokuratura będzie mieć ogromna władzę, służby będą podsłuchiwały wybrane osoby, a sądy chętnie będą korzystać ze zdobytych w ten sposób dowodów. Wszystko będzie odbywać się oczywiście zgodnie z prawem. Przejawy buntu, obrona demokracji oraz próba wpłynięcia na władzę będą tylko „błędami” lub „incydentami”. A z tym prezes PiS powiedział, że sobie poradzi, bo przecież „trzeba iść do przodu”.
