Podkomisja smoleńska to wielka kompromitacja Macierewicza

„Ta komisja nie służyła do ustalenia czegokolwiek” – tak pracę podkomisji smoleńskiej podsumował w środę Antoni Macierewicz. Chyba po raz pierwszy zgadzam się z szefem resortu obrony narodowej w stu procentach. Niestety, zanim Antoni Macierewicz doszedł do tych trafnych wniosków, upłynęło dużo czasu, a prace owej podkomisji pochłonęły olbrzymie pieniądze, bo aż 1,5 mln tylko w 2016 r. W tym roku jej budżet wynosi już 2 mln zł. Zapłacili za to obywatele, którzy są cały czas są oszukiwani przez Prawo i Sprawiedliwość cynicznie wykorzystujące katastrofę smoleńska do celów politycznych.

Klęska podkomisji była nieunikniona, co Macierewicz powinien dawno przewidzieć. W skład podkomisji weszli eksperci działającego w poprzedniej kadencji parlamentarnego zespołu do spraw zbadania okoliczności katastrofy. W publikowanych przez ten zespół raportach mocno stawiano tezę, że powodem zniszczenia prezydenckiego samolotu był wybuch na pokładzie. Nowa komisja miała być niezależna i techniczna, nie polityczna. Od samego początku to się jednak nie udawało.



O „ekspertach” podkomisji było głośno. Duże kontrowersje budziły tezy stawiane m.in. przez kapitana Janusza Więckowskiego, który w wywiadzie opublikowanym na łamach „Gazety Polskiej” oznajmił, że po zderzeniu z brzozą samolot powinien miękko wylądować, ewentualnie lekko się przechylając. Wszyscy – zdaniem eksperta – powinni oczywiście przeżyć. Macierewicz jeszcze długo opowiadał, że autor tych absurdalnych tez jest najwybitniejszym polskim pilotem.

Zagraniczni „eksperci”, wchodzący w skład podkomisji, znikali i pojawiali się. Na początku miało być ich dziewięciu. Na stronie podkomisji widnieją dziś nazwiska zaledwie trzech. W tym roku ślad zaginął nawet po Wacławie Berczyńskim, który stał na czele podkomisji.

Antoniego Macierewicza nie zastanowiły nawet wyniki badań, które na zlecenie podkomisji wykonała Wojskowa Akademia Techniczna. Nie zniechęcił się, mimo że teza o udanym locie z urwanym skrzydłem nie została potwierdzona przez naukowców. Podczas posiedzenia 10 kwietnia 2017 r. przedstawił takie wyniki, jakie chciał otrzymać. Na szczęście do badań dotarła stacja TVN24, która obnażyła kłamstwa szefa resortu obrony narodowej.

Ostanie posiedzenie komisji obrony narodowej na temat „sukcesów” podkomisji smoleńskiej zostały już utajnione. Dlaczego? Macierewicz wiedział, że zostanie skompromitowany. Później dodatkowo pogrążyło go chaotyczne tłumaczenie, że kwestie, którymi zajmują się wybrani przez niego naukowcy powinny zostać zweryfikowane przez innych naukowców. W tej samej wypowiedzi szczerze przyznał, że komisja nie służyła do wyjaśnienia czegokolwiek. Serdecznie gratuluję tego przebłysku świadomości i oczekuje dalszych, czyli rozwiązania podkomisji, która uprawia polityczną grę, żeby zadowolić Jarosława Kaczyńskiego. Czas wyjawić obywatelom prawdę, na którą zasługują.
Trwa ładowanie komentarzy...