Od samego początku proponowane regulacje budziły wiele wątpliwości. Organizacje, które brały udział w konsultacjach społecznych, zwróciły uwagę m.in. na nieprecyzyjne zapisy. Alarmowały, że na ich podstawie resort obrony będzie mógł zażądać od firm wszystkich informacji, również tych objętych tajemnicą handlową. Głos w sprawie zajęła Konfederacja Lewiatan, zdaniem której ustawa w znaczący sposób ograniczy prowadzenie działalności gospodarczej. Nie tylko narzuci zbyt duże obowiązki informacyjne, ale również uzależni od decyzji ministra np. zamknięcie linii produkcyjnej. Co ciekawe, projektowane przepisy nie przewidują sytuacji, w której przedsiębiorca zakwestionuje decyzją szefa resortu obrony. Być może MON uznało, że w demokratycznym państwie prawa nie znajdzie się śmiałek, który sprzeciwi się Macierewiczowi.
Obawy, które zgłaszają przedsiębiorcy są całkowicie uzasadnione, szczególnie w kontekście ostatnich wydarzeń. Chodzi oczywiście o słynną już aferę Macierewicza. Udostępniając nieuprawnionym osobom dokumentację przetargową firm: PZL Mielec i Sikorsky Aircraft Corporations (należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin), WSK "PZL-Świdnik" (należące do włoskiej grupy Leonardo) oraz konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Invest, MON znów udowodniło, że termin „tajemnica handlowa” nic dla resortu nie znaczy. Tym samym ministerstwo, zdaniem generała Waldemara Skrzypczaka, naruszyło również prawo międzynarodowe. Macierewicz zaś dowiódł, że jego ulubieńcy – bez względu na to, czy są do czegoś uprawnieni, czy nie – zawsze mogą więcej.
Nie dziwne więc, że kolejne pomysły szefa resortu obrony spędzają przedsiębiorcom sen z powiek. Ich przyszłość stoi pod znakiem zapytania. Dziś pewne jest tylko jedno – Macierewicz za wszelką cenę będzie próbował zdobyć absolutną władzę. Zrobi wszystko, aby Polska była na usługach resortu obrony i nie spocznie, dopóki nie osiągnie swojego celu. Strach pomyśleć, po jakie dane spróbuje jeszcze sięgnąć i do czego wykorzysta ogrom zdobytych informacji.
