Smoleński plan Berczyńskiego?

Prezes Kaczyński nie ma sobie równych w wietrzeniu spisków, poszukiwaniu układów i przestępczych powiązań wśród swoich oponentów politycznych. Tymczasem „pod nosem” prezesa odbył się niejasny i wciąż niewyjaśniony proceder z W. Berczyńskim i A. Macierewiczem w rolach głównych.

Pan Berczyński w przypływie szczerości stwierdził że „wykończył caracale”. W praktyce oznacza to, że jako osoba postronna miał wpływ na największe postępowanie przetargowe w historii Polskiego Wojska. Stawka była wysoka - 13,5 mld złotych.



Jest oczywiste, że aktywnością Pana Berczyńskiego powinna zająć się prokuratura. Jest też więcej niż pewne, że gdyby podobna sytuacja miała miejsce w kręgach opozycji – pierwszymi, którzy grzmieliby o skandalu, przestępstwie i układzie byliby minister MON, prezes PiS i Zbigniew Ziobro. Tymczasem wszyscy wymienieni solidarnie zdają się nie zauważać problemu i milczą.

W. Berczyński postanowił zatrzeć ślady swojej działalności – złożył funkcję przewodniczącego podkomisji badającej przy MON przyczyny katastrofy smoleńskiej i zrezygnował z członkostwa w radzie nadzorczej w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Łodzi. I tu dochodzimy do sedna. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pojawienie się W. Berczyńskiego w roli eksperta uwiarygadniającego i broniącego kłamliwych i sprzecznych ze sobą teorii smoleńskich autorstwa A. Macierewicza było powodowane chęcią wpływania na wielomilionowe przetargi i decyzje strategiczne dla polskiej armii.

Oto na jednym ogniu upieczono dwie pieczenie – ekspert Berczyński zgadza się bronić herezji głoszonych przez Macierewicza, pomaga produkować paliwo polityczne dla PiS, a w zamian ma możliwość „wykończyć caracale” w postępowaniu na 13,5 mld. Jakie korzyści osobiste odniósł W. Berczyński? Tego nie wiemy, to na pewno powinna ustalić prokuratura. Ale musiało się to opłacać, skoro nie miał skrupułów, by na szali smoleńskiego pseudośledztwa, któremu przewodniczył, postawić swój zawodowy dorobek i z gorliwością bronić absurdów wygłaszanych przez A. Macierewicza.

Dziś tez pojawia się kolejne pytanie: czy pozostali pseudospecjaliści od katastrof nie zasiadają w tej podkomisji po to, aby wpływac na podobne sprawy? Czy obrona kłamstwa ma być dla nich szansą na realizację innych celów, które wymiernie przełożyć się mogą na pieniądze?
W kontekście tego co się zdarzyło z Berczyńskim to pytania naturalne. Naturalne jest też, że powinniśmy uzyskać na nie odpowiedzi. To że kłamstwo smoleńskie Macierewicza kosztuje Polskę i Polaków bardzo dużo, to wiemy i tego doświadczamy od lat – podziały, złe emocje, absurdalne oskarżenia. Ale dziś widzimy, że oprócz kosztów społecznych, moralnych i emocjonalnych zaczynamy ponosić bardzo wymierne koszty na rzecz osób zaangażowanych w polityczne manipulacje wokół katastrofy smoleńskiej. Czas pokaże jak wysokie to będą rachunki.
Trwa ładowanie komentarzy...