Konferencja tymczasem nie przynosi żadnych nowych informacji, żadnych nowych dowodów, za to jasno sugeruje, że śledztwo smoleńskie będzie długie i nie wiadomo kiedy się zakończy. W tym „wiem, że nic nowego nie wiem” ze strony prokuratury pojawia się jednocześnie pomysł, by zmienić zarzuty dla dwóch kontrolerów rosyjskich – zamiast zarzutu sprowadzenia niebezpieczeństwa i nieumyślnego spowodowania katastrofy rosyjscy kontrolerzy mają być oskarżeni o umyślne sprowadzenie katastrofy w ruchu powietrznym.
Odpowiedzialność rosyjskich kontrolerów została opisana w 2011 r. w raporcie Jerzego Millera. Dowody, na których została ona określona są znane. Ze strony prokuratury nie otrzymaliśmy wyjaśnienia, na jakiej podstawie zmieniono kwalifikację zarzutów.
Wszystko to wskazuje na tło polityczne tej decyzji. Prokuratorzy wiedzą, że od fantastycznych teorii Antoniego Macierewicza należy trzymać się jak najdalej, bo nie mają one żadnego potwierdzenia w faktach i dowodach.
Jednocześnie mają świadomość, że muszą działać tak, by z jednej strony potwierdzić swoją skuteczność i przydatność dla rozliczających ich polityków, a z drugiej zaspokoić oczekiwania tej części wyborców, którzy wierzą w spiskową teorię dziejów i postprawdę smoleńską. Wiedzą też, że zamknięcie śledztwa smoleńskiego będzie zamknięciem festiwalu kłamstw Antoniego Macierewicza, a tym samym odcięciem politycznego paliwa dla PiS. A na to nie ma zgody ich mocodawców.
