Dowody za 4 miliony

Wacław Berczyński – przewodniczący komisji smoleńskiej powołanej przez Antoniego Macierewicza - podzielił się z opinią publiczną planami wydania 4 mln złotych, które do dyspozycji ma kierowana przez niego komisja. Mając w pamięci wszystkie tezy głoszone przez tego „eksperta” właściwie niewiele jest w stanie mnie zdziwić. Dzisiejsze informacje, że komisja chce zbudować wierną kopię samolotu TU 154 M i odtworzyć skrzydło Tupolewa są konsekwencją przekonań przewodniczącego komisji.

Polemikę z nimi rozpocząłem TUTAJ


Dziś ciąg dalszy:

„Komisja Millera (...) wykorzystała tylko część zapisu parametrów lotu. Okazało się, że jest on dłuższy i ta końcowa część daje dużo nowych informacji. Chodzi o dane dotyczące na przykład przeciążenia czy przyspieszenia. One znacznie odbiegają od warunków lotu i komisja Millera uznała, że są nieprawdziwe, a być może są najważniejsze dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy” - powiedział Wacław Berczyński.

Na wstępie należy zaznaczyć, że rejestrator ATM-QAR ma swój unikalny numer, który jest odnotowany w nim i na jego karcie pamięci - co de facto uniemożliwia jakąkolwiek manipulację przy jego zapisie – o czym zdaje się nie wiedzieć dr Berczyński. Zapis danych przez rejestrator katastroficzny kończy się w momencie zderzenia z ziemią. Polski rejestrator QAR odczytany przez jego producenta, firmę ATM, rejestruje te same dane co rejestrator katastroficzny (oraz dodatkowo wibracje silników) korzystając z tej samej szyny danych co rejestrator katastroficzny. W związku z tym, dane zapisane w obu rejestratorach są identyczne co potwierdziła również ekspertyza przeprowadzona przez producenta - firmę ATM. Ze względu na sposób zapisu danych (rejestrator katastroficzny zapisuje dane bezpośrednio na taśmie magnetycznej, rejestrator QAR najpierw poddaje je kompresji a potem zapisuje do pamięci nieulotnej) zapis rejestratora QAR kończy się 1,5 sekundy przed zderzeniem z ziemią.

Komisja Millera w swoich analizach wykorzystała kompletny zapis rejestratora QAR uzupełniony o brakujące 1,5 sekund z rejestratora katastroficznego. Taką samą metodykę zastosowali biegli prokuratury wojskowej co było zgodne z rekomendacją ekspertów z firmy ATM. Firma ATM jest jedynym producentem rejestratorów w Polsce. Pracownicy firmy ATM są uznanymi w świecie specjalistami w tej dziedzinie, czego w żadnym wypadku nie można powiedzieć o członkach podkomisji powołanych przez min. Macierewicza.

Dr Berczyński pytany, czy po sześciu latach ma to jeszcze sens odpowiada: „Materiał ma pamięć. Można zbadać, jakie były największe naprężenia działające na dany materiał. Można zbadać czy dostępne części podlegały większym naprężeniom. Po wypadku Rosjanie wybijali okna w samolocie. Jest taka hipoteza, że zrobili to, gdyż okna mogły pokazać, iż wewnątrz nastąpił ogromny wzrost ciśnienia.”

Pan dr Berczyński nie ma zielonego pojęcia o budowie samolotu TU154 M Lux nr „101” i o czujnikach zainstalowanych na jego pokładzie. Nie wie też, i jak sądzę nie rozumie, że dane z wszystkich czujników były rejestrowane na rejestratorach czy to katastroficznych czy eksploatacyjnych. Gwałtowny wzrost ciśnienia w kabinie, o którym ten „ekspert” mówi, musiałby zostawić tam jakikolwiek ślad.

Oględziny wraku przeprowadzone przez członków komisji Millera, biegłych prokuratury oraz specjalistów Centralnego Laboratorium Kryminalistyki wykluczyły wybuch jako przyczynę wypadku. Nie potwierdzają tego również zapisy rejestratora parametrów lotu (pomiar ciśnienia w kabinie – który musiałby zarejestrować skok ciśnienia w momencie wybuchu), jak również, to że na szczątkach samolotu brak jest charakterystycznych nadtopień czy odkształceń.

Co na to wszystko dr Berczyński? Pewnie się nie dowiemy, ale nie sądzę, by ustąpił z pozycji, że im bardziej dowody są przeciwko tezom komisji, tym gorzej dla dowodów.
Trwa ładowanie komentarzy...