Konstytucja - dla PiS kula u nogi?

Rządzący mają problem z Konstytucją. Poważny. I bynajmniej tym razem nie chodzi mi o to, że nagle dostrzegli jak bardzo od miesięcy ją łamią. Po prostu skończyły im się chyba pomysły na to, jak jeszcze można ją zlekceważyć. Dlatego rozpoczęli krucjatę na rzecz jej zmiany.

Pierwsze skrzypce zagrał oczywiście prezes Kaczyński, a całości dopełnił prezydent Andrzej Duda. Obaj zgodnie (jak by mogło być inaczej!) uznali, że przypadające w przyszłym roku dwudziestolecie obowiązywania obecnej ustawy zasadniczej to wymarzony wręcz moment, by… zakończyć jej żywot.


Ciekawy punkt widzenia. Wygląda na to, że PiS i prezydent uważają, że zdecydowanie lepiej skierować swoją energię na destrukcję, zamiast codziennymi decyzjami wspierać demokrację i jej fundament. Zamiast szacunku dla porządku prawnego chcą nam zafundować rewolucję.

Czas chyba poinformować naszych przyjaciół zza oceanu, że pozostają daleko w tyle za postępowymi pomysłami prezesa i prezydenta. Konstytucja USA ma ponad 200 lat i całościowo zmieniana nie była. Wprowadzono do niej zaledwie 27 poprawek w tym czasie. Ona obowiązuje i ma się dobrze – przede wszystkim dlatego, że najwyższym osobom w państwie nie przychodzi do głowy, by ją łamać i lekceważyć. Bardzo silne jest tam przekonanie, że Konstytucja powinna być gwarantem stabilności i nie powinna być zbyt często zmieniana.

Tymczasem prezydent Duda powiedział, że nasza konstytucja to prawo czasu przejściowego. Czy to znaczy ze nasza wolność, którą cieszymy się od 1989 roku jest okresem przejściowym? Że demokracja jest okresem przejściowym? Jeżeli tak to okresem przejściowym do czego? Do dyktatury, do totalitaryzmu, do rozwiązania i likwidacji władzy sądowniczej?

Stawiam te pytania, bo one pokazują kierunek myślenia rządzących. Słowa te padły z ust prezydenta dzień po słowach jego politycznego guru, który powiedział ze "warunki do tworzenia praworządności powstały dopiero teraz". Prezydenta, który - o ironio! - jest według konstytucji jej strażnikiem!

Kaczyński chce wymazać ostatnie 26 lat wolności i cały dorobek Solidarności. Być może – sądząc po kontekście, w jakim Jarosław Kaczyński wygłosił swoje przemówienie – prezes PiS chciał podkreślić, że Polska jest wolna po raz pierwszy od 1791 r.? Być może właśnie chciałby, żeby tak myśleli wyznawcy jego wizji historii – wtedy on sam byłby ponad bohaterami polskiej wolności XIX, XX i XXI wieku.

Tak czy inaczej – rządzący mają dziś duży problem z Konstytucją. Największym jest ten, że notorycznie ją łamią. I właśnie dlatego postanowili napisać ją od nowa – co radośnie potwierdziła rzeczniczka klubu PiS mówiąc, że trzeba zmienić konstytucję, bo obecna nie jest przestrzegana. To szczere wskazanie (które raczej nie przysporzy pani rzecznik sympatii prezesa), że wina jednak leży po stronie rządzących, może i byłoby jakąś jaskółką, która budzi nadzieję, ale niestety - doświadczenie pokazuje, że nie ma co liczyć na żal za grzechy i postanowienie poprawy.
Trwa ładowanie komentarzy...