Jaki pan taki kram, czyli o ekspertach Antoniego Macierewicza

Niezdrowa fascynacja spiskowymi teoriami związanymi z tzw. „zamachem smoleńskim” może być zgubna. Doskonale dowodzą tego ostatnie informacje dotyczące treści rozmów, które miały miejsce w kokpicie TU-154M „101”. Ekspertom udało się odczytać pełny ich zapis. Co z niego wynika? Otóż, jednoznacznie wskazują, że wszelkie dane i informacje ogłaszane dotąd przez Antoniego Macierewicza oraz zespół jego ekspertów od „wytrzymałości parówek i puszek po coli”, należy traktować jako brednie i urojenia. Brednie i urojenia osób, które w ten jakże dziwaczny dla normalnego człowieka sposób pragną publicznego rozgłosu. Nawet kosztem pamięci ofiar owego tragicznego 10 kwietnia.

Dziś wiemy, jak ogromnej presji poddawani byli piloci. Wiemy kto ją wywierał. Wiemy, że lądowanie było decyzją czysto polityczną. Wiemy także, kto nalegał na jej podjęcie.



Jednak, by prawdzie stało się zadość na swoim blogu będę sprawie katastrofy smoleńskiej poświęcał więcej uwagi.

Zacznę od polemiki z dr. Wiesławem Berczyńskim - przewodniczącym podkomisji, którą powołał Antoni Macierewicz. Po co powołał? Wygląda na to, że po to, by podkomisja uwiarygadniała najdziwniejsze teorie już obecne w dyskusji o przyczynach katastrofy, a także po to, by nowe teorie tworzyła.

Ale do rzeczy.

Wacław Berczyński jest zdania, że samolot TU-154M rozpadł się w powietrzu. Uważa tak na podstawie nowych zdjęć z miejsca katastrofy.

„Zdjęcia pochodzą od naszych sojuszników. Pokazują teren przed katastrofą i zaraz po niej, 9 i 10 kwietnia - mówi. Dodaje, że fotografie są absolutnie wiarygodne. - Zdjęcia pokazują rozrzucone części samolotu w znacznej odległości przed brzozą, która rzekomo miała złamać skrzydło tupolewa. Inne są też na nich zniszczenia drzew”

Podstawową zasadą stosowaną przy badaniu wypadków lotniczych jest to, że wnioski publikuje się po zakończeniu analiz a nie przed ich rozpoczęciem. Tego typu tezy stawiane jeszcze przed analizą innych materiałów i dowodów są ewenementem w przypadku badania wypadków lotniczych i świadczą o zupełnym braku kompetencji dr. Berczyńskiego.

Nie jest to pierwsza „rewelacja” ogłaszana przez pseudoekspertów Antoniego Macierewicza – np. teza głoszona przez prof. Biniendę na II konferencji smoleńskiej, że skrzydło nie zderzyło się z brzozą, na poparcie której przytoczył on zdjęcie celowo sfałszowane przez rosyjskiego blogera. Tego samego typu „wartościową” rewelacją były: sławny już blef prof. Rońdy lub wędrująca brzoza dr. Cieszewskiego.

Należy podkreślić, że na miejscu zdarzenia już 10 kwietnia znaleźli się pierwsi polscy specjaliści i prokuratorzy, którzy po przeprowadzonych oględzinach nie mieli wątpliwości że samolot leciał za nisko w wyniku czego zderzył się z drzewami a następnie z ziemią. Nikt z oczekujących na przylot delegacji nie słyszał wybuchu a jedynie trzaski i odgłos uderzenia samolotu w ziemię.

Dr. Berczyński wyraził też pogląd na temat wybuchu na pokładzie samolotu, rzekomego wybijania szyb po zderzeniu samolotu z ziemią, a także o konieczności ekshumacji ciał ofiar. Odniosę się do tego w kolejnych wpisach.
Trwa ładowanie komentarzy...