O autorze
Marcin Kierwiński – poseł VII i VIII kadencji. W sejmie zajmuje się tematami związanymi z gospodarką, obronnością i służbami specjalnymi. W 2015 r. był Ministrem w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Szefem Gabinetu Politycznego Ewy Kopacz.

Od 2006 r. aktywny samorządowiec – Radny m.st. Warszawy, Radny Sejmiku Województwa Mazowieckiego, a następnie Wicemarszałek odpowiedzialny m.in. za fundusze unijne i kulturę.

Był wiceprezesem Portu Lotniczego Warszawa Modlin. Jest absolwentem dwóch wydziałów Politechniki Warszawskiej.

Członek Platformy Obywatelskiej od chwili jej powstania w 2001 roku. Obecnie Sekretarz Zarządu Regionu Mazowieckiego PO RP oraz Wiceprzewodniczący Platformy w Warszawie.

W wolnych chwilach fotografuje, czyta książki historyczne, a najchętniej spędza czas z dwuletnią córką Ewą.

Kłamstwem w naiwność

Dziś będzie o kłamstwie i o naiwności. O festiwalu kłamstw właściwie, bo z tym mamy do czynienia od wielu już tygodni w wykonaniu PiS w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Będzie też o naiwności w polityce, która w naszych polskich warunkach bywa wprost proporcjonalna do poczucia własnej wyjątkowości. Ale jak to z naiwnością bywa – mści się na tych, którzy się nią kierują. Tym mocniej im większą cnotę z niej robią.

Ostatnią odsłoną festiwalu kłamstw było zaproszenie na spotkanie, które Jarosław Kaczyński skierował do liderów partii politycznych niemal dwa tygodnie temu. Zadeklarował, że chce kompromisu. Niektórzy nawet dali się na to nabrać. Ci, którzy niedawno sami okrzyknęli się liderami opozycji, uwierzyli w dobre intencje prezesa.

Znając Jarosława Kaczyńskiego nie od dziś i mając w pamięci jego poczynania, można się było domyślać, że te intencje są nienajlepsze. Że to raczej zabieg PRowy i wizerunkowy niż rzeczywista chęć zażegnania kryzysu konstytucyjnego.
Nie wszyscy jednak odrobili pracę domową. Słuchając wypowiedzi lidera .Nowoczesnej nie dało się nie zauważyć nieprzebranych pokładów naiwności, które się z tych komentarzy wylewały.
Nie bardzo rozumiem ten zachwyt nad tezami Jarosława Kaczyńskiego. Dobitnie jednak widać, że żeby zdawać poważne egzaminy polityczne i rozumieć takie sytuacje trzeba racjonalnie a nie emocjonalnie oceniać polityczną rzeczywistość.

Dlaczego Jarosław Kaczyński zorganizował to spotkanie? Otóż dlatego, że na kolejne dni były zaplanowane w Warszawie wizyty europejskich urzędników zaniepokojonych stanem demokracji w Polsce i zagrożeniami wynikającymi z obecnego kryzysu konstytucyjnego.
O tym, ze dobrze nie jest, wiedział też Jarosław Kaczyński. Dlatego właśnie zorganizował spotkanie i szumnie zapowiedział „kompromis”. Ten ruch to zabieg czysto marketingowy, obliczony na to, by w momencie, gdy unijni urzędnicy będą zgłaszali poważne wątpliwości i zaniepokojenie sytuacją w Polsce, móc powiedzieć, że oto właśnie rozpoczęliśmy dialog. Dialog, który przecież od początku dialogiem nie był...


PiS zatem postanowiło sprawę TK oprzeć na jednym słowie – kłamstwo. Po pierwsze kłamstwo co do tego, że wyrok nie jest wyrokiem, po drugie – że nie ma jak opublikować wyroku, po trzecie – kłamstwo co do prawdziwych intencji stojących za organizacją spotkania Jarosława Kaczyńskiego z liderami partii i w następstwie tego kłamstwo, że jakikolwiek dialog się rozpoczął. A nad tym wszystkim kłamstwo wobec urzędników europejskich, którego dopuściła się Premier Szydło w Strasburgu.

Z tego wszystkiego wyłania się jasna strategia PiS na najbliższe dni i tygodnie – w sprawie TK Prawo i Sprawiedliwość obowiązuje ta sama zasada, co niegdyś węgierskich socjalistów – kłamaliśmy rano, kłamaliśmy popołudniu, kłamaliśmy wieczorem.

A jaką strategię przyjmą teraz ci, którzy ze spotkania z prezesem wychodzili zadowoleni? Trudno powiedzieć. Dzisiejsze informacja o zerwaniu rozmów z prezesem Kaczyńskim ma wymiar teatralnego gestu. Czy pójdzie za tym coś więcej, czy może naiwność znów weźmie górę nad rozsądkiem? Pewności nie ma. Jedno jest pewne – PiS kłamał będzie nadal.
Trwa ładowanie komentarzy...